WYCHOWANIE DZIECI


Dzieci pospolite zaczynają pełzać po sześciu miesiącach, a chodzić po skończonym roku. Naturalny rozsądek uczy, iż dopóki się nie umocnią lub dobrze nie nauczą chodzić, nie można im pozwolić pełzać ni biegać w takim miejscu, gdzieby sobie przez upadek znacznie szkodzić mogły. Lecz w otwartym powietrzu można je puścić wolno na trawie lub piasku; w pokojach zaś na podłodze lub posadzce, a jeszcze lepiej na dywanach. Tym sposobem nabierają prędko sił, czerstwości i odwagi, która zawsze pochodzi z ufności we własnych siłach. Skoro się zaś umocnią i do biegania wprawią, należy je, owszem, prowadzić na miejsca górzyste, nierówne a czasem i niebezpieczne, żeby tam wzięły ostatnią lekcją chodzenia a pierwszą odwagi.

Takim sposobem używają wszystkich muskułów, a umacniając je i kształcąc zarówno nabywają pięknych, wyraźnych i męskich rysów całego ciała. Tym sposobem wszelkie poruszenia do wykonania podobne stają się dla nich zwyczajnymi i łatwymi. Przeciwnie, dzieci strzeżone z pieczołowitością zbyteczną, których stąpieniem każdym kierują guwernantki lub ostrożne piastunki, którym zawsze każą stać, siedzieć, stąpać i trzymać się tym a nie innym sposobem, którym się nigdy z przepisanej formy wyłamać nie wolno, a których pośliźnienie się lub upadek cały dom trwogą napełnia i jest ważnym w dziejach familijnych zdarzeniem, których wrzaśnienie jest klęską i postrachem wszystkich służących, zostają niedołężnymi na całe życie. Gdy im albowiem nie wolno używać sił własnych, nigdy ich nie poznają, nigdy się nimi kierować nie nauczą, nigdy władz przyrodzonych nie rozwiną, nie utwierdzą, nie wydoskonalą.

Strony:

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27