WYCHOWANIE DZIECI


Czas, w którym dzieci jeść i chodzić zaczynają, jest epoką starań, zabiegów i troskliwości tysiącznych, jest epoką niezliczonych na dobro dzieci, jak rozumiemy, wynalazków. Przypatrując się bowiem samej nauce chodzenia, rozmyślając wymyślone na to narzędzia i sposoby, które nas to ćwiczyć w trudnej tej sztuce, to od upadku ochraniać mają, rozumieć by można, iż ta umiejętność nie jest darem przyrodzenia i że gdyby przemysł ludzki nie przybył w tym przedsięwzięciu na pomoc, ludzie nigdy by chodzić nie umieli alboby wszyscy kalekami przy tak trudnej nauce zostać musieli. Z tym wszystkim doświadczenie pokazało, że te dzieci najpóźniej chodzą i najgorzej, około których najwięcej miano starania; te zaś najprędzej i najlepiej, które bez żadnych zabiegów wolno puszczono. Patrząc na naszą młodzież pańską po miastach troskliwie i umiejętnie chowaną, którą od dzieciństwa podług reguł nogi stawiać uczono, która nigdy z rąk nauczycielskich nie wyszła, którą na paskach wodzono, chodzić z reguł i tańcować uczono, tak że zupełnie nabrała dobrego tonu i układu, śmiać się potrzeba widząc ją stąpającą po miejscach nierównych, niebezpiecznych lub przykrych, po górach, urwiskach lub skałach i porównując słabe, drżące i niepewne ich kroki z chodem wieśniaków, których nikt nie uczył, a których każde stąpnięcie jest mocne, śmiałe i pewne. Najlepszy przeto tryb dawania kursu trudnej tej sztuki jest puścić dzieci na zupełną wolność i pozwolić im naprzód pełzać, a potem chodzić, gdzie i jak chcą. Wszakże nie rozumiem przez to, ażeby je zostawić bez najmniejszego dozoru; ale rozsądny dozór i zupełna wolność dziecinna wcale nie są sobie przeciwne.

Strony:

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27